Szwedzkie szczupaki 2018. Nareszcie w drodze!

2018-11-03
Szwedzkie szczupaki 2018. Nareszcie w drodze!

Wstaję rano, pierwsza myśl: „ To już dziś”, już za godzinę wrzucę sprzęt do samochodu i pojadę na północ. Najpierw niemal przez całą Polskę, później przez Bałtyk, by dokładnie po 24 godzinach stanąć na szwedzkiej ziemi.

Sprawdzam jeszcze raz, czy wszystko mam gotowe, czy gdzieś za szafą nie pozostała ważna torba, czy w koncie tuba z wędkami. Kawa, lekkie śniadanko i ruszam.

Pierwszy etap to niemal mrugnięcie okiem. Dojeżdżam do Marcina u którego spotyka się cała ekipa. Po 15 min jest na miejscu też Darek. Za chwilę są też pozostali: Wojtek, Mateusz i Zygmunt. Przerzucamy bagaże do dwóch samochodów, podpinamy łódki i wyruszamy.

Sprawdzamy jeszcze komunikaty wiatrowe. Całe szczęście wiatr jednak nie przekroczy 7 Bft i prom wypłynie planowo. Więc i my ruszamy.

Podróż na szwedzkie szczupaki

Podróż przebiega wyjątkowo sprawnie i w Gdyni meldujemy się dwie godziny przed czasem. Jest czas by zamienić kilka słów z innymi wędkarzami wybierającymi się na ryby przez Bałtyk. Obejrzeć ciekawe łódki, pogadać o sprzęcie.

Po dwóch godzinach zaczyna się odprawa. Wjeżdżamy na prom, rozpakowujemy się w kabinach i idziemy pozwiedzać. To pewnego rodzaju rytuał. Przejść się pokładach, zajrzeć do sklepu. Popatrzeć na rozkołysane morze. A to naprawdę buja kilku piętrowym promem. Dziś na pewno niektórzy nie prześpią nocy.

Całe szczęście nikt z ekipy nie choruje i przed północą wszyscy grzecznie śpią. Kilka godzin później budzi nas jak co roku melodia utworu I`m a sailer. Szybka kąpiel, i idziemy na poranną kawkę do baru. Kiedy ją kończymy prom już dokuje w Karlskronie.

Zjeżdżamy na brzeg, Karlskrona w sobotę rano sprawia wrażenie opustoszałego miasta. Dopiero po przejechaniu kilku przecznic widzimy pierwszego człowieka. Nie spieszymy się, do kwatery nie jest bardzo daleko więc jedziemy bardzo spokojnie. Za to też lubię szkiery. Że kilka godzin po zejściu z promu jestem już na rybach

Kiedy dojeżdżamy na miejsce, każdy wie co ma robić. Jedzenie do lodówki, torby do sypialni. Później wycieczka z łódkami do wodowania. Robimy to już któryś rok z rzędu i zajmuje to bardzo mało czasu.

W końcu wypływamy. Kiedy silnik już mruczy, przynęty wiszą przypięte do wędek a łódka odbija od brzegu, ogarnia mnie spokój. Wiem, że przez następny tydzień w mojej głowie będą jedynie szczupaki i okonie. Będę myślał o tym gdzie je znaleźć, jak łowić dużo, jak złowić większe.’

Zaczynamy od pierwszego dryfu. W trakcie układamy rzeczy w łódce, tak by najpotrzebniejsze były pod ręką, by podbierak szybko można wziąć do ręki. Spędzimy w tej łodzi kilkadziesiąt godzin przez kilka najbliższych dni więc musimy sobie zapewnić największy jak to tylko możliwe komfort i bezpieczeństwo. Chłopaki wypłynęli trochę wcześniej i zaczynają przesyłać zdjęcia pierwszych złowionych ryb.

Szczupaki u nas na razie nie współpracują. Dopiero na końcu dryfu pod trzcinami łowimy pierwsze ryby.

Szczupak złowiony w płytkiej zatoce

Skuteczne jest mocne, agresywne prowadzenie przynęty i w momencie opadu są brania. Trochę dziwnie wygląda takie mocne jigowanie nad zanurzoną roślinnością, przy dużym wietrze, ale ryby zaczęły brać.

Popołudniu pogoda zaczyna się zmieniać. Fronty przechodzą jeden po drugim a na niebie co Chwilę gości tęcza. Widoki są piękne. Granatowe niebo, skały a z drugiej strony słońce. Do tego porywisty wiatr a za chwilę cisza jakby ktoś potrafił wyłączyć ruch powietrza. Ciężko się skupić na łowieniu, zwłaszcza że przed nami jeszcze kilka dni i można się cieszyć nie tylko rybami ale towarzystwem na łodzi, otaczającą nas przyrodą i niecodziennymi warunkami atmosferycznymi.

Dzisiejszy dzień traktujemy "rozgrzewkowo". Może to zabrzmieć dziwnie ale w to łowisko trzeba się „wczuć”. Dobrać ciężar główki, szybkość prowadzenia przynęty, zacząć myśleć jak szkierowy szczupak. Dla mnie to chyba największa frajda. Rozpracowywanie łowiska, szukanie ryb i w końcu ich regularne łowienie. Darek jest idealnym kompanem do takiego pływania. Zawsze interesuje go co jest w kolejnej zatoce, przy kolejnej wyspie. Zawsze szuka największych ryb.

Dzień nam się powoli się kończy. Zmrok zapada a my wszyscy spotykamy się przy pomoście. Ryb w sumie złowiliśmy sporo. Było kilka które przekroczył 80cm. Jak na pierwsze wypłynięcie jest naprawdę dobrze..

Dodatkowo okazuje się, że na naszych ulubionych miejscówkach są też okonie. Zapowiada się zatem, że wyjazd będzie naprawdę udany. Jak wyglądały kolejne dni przeczytacie w kolejnych wpisach.

Pokaż więcej wpisów z Listopad 2018
Podziel się swoim komentarzem z innymi
Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką dotyczącą cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce. Informacje o przechowywaniu danych zgodnie z RODO znajdziesz w naszej polityce prywatności
Zamknij
pixel